piątek, 26 lutego 2016

Zaskakujące pudełko




W mieszkaniu wybrzmiewa głośny dźwięk domofonu, podnoszę słuchawkę i z drugiej strony słyszę znajomy głos listonoszki, oczywiście wpuszczam ją na górę i z zaciekawieniem czekam cóż to za przesyłkę przyniesie. Okazuje się, że dotarła do nas średniej wielkości paczuszka, której zawartość była znakiem zapytania. 

Jakiś czas temu odezwała się do nas przedstawicielka pewnej firmy z propozycją poznania ich oferty. Stwierdziliśmy, czemu nie. Zgodziliśmy się i później zalatani zupełnie zapomnieliśmy o tym. Dlatego nie domyśliłam się od razu zawartości otrzymanej paczuszki.

Pewnie większość z Was słyszało o pudełkach pełnych kosmetyków takich jak Shiny Box, Glossy Box, itp. Ostatnio na rynku zaczęły powstawać tego typu boxy dedykowane dzieciom lub zarówno dzieciom jak ich mamom. Jednym z nich, dopiero raczkującym na pudełkowym rynku jest BabyFoxBox.



Do tej pory jeszcze nie miałam okazji trzymania w rękach tego rodzaju pudełek, jednak widziałam ich zdjęcia w internecie. Oglądając je na początek wybija się śliczne pudełko, najczęściej w pastelowej kolorystyce, cieszące oko odbiorcy. Taka szata graficzna jest bardzo zachęcająca i przyciągająca przyszłych nabywców lub obdarowywanych. Wydawało mi się, że jest to swego rodzaju standard, bo chyba każdy w dzisiejszych czasach już wie, że liczy się pierwsze wrażenie, nawet jeśli chodzi o wygląd pudełka. Jednak myliłam się, BabyFoxBox nie postawiło na ciekawą szatę graficzną. Otrzymaliśmy zwykłe szare pudełko, które mogło zawierać wszystko, ale nigdy bym się nie domyśliła, że będą to niespodzianki dla dziecka. Trochę mnie to rozczarowało, liczyłam na coś innego, ale dobrze, nie oceniajmy książki po okładce, a właściwie zawartości pudełka po jego opakowaniu.


Zajrzałam do środka, a tam jako pierwszy moim oczom ukazał się list od BabyFoxBox z ich lisim logo, a w nim lakoniczne podziękowanie i informacje co znajdę w pudełku. Bardzo fajną niespodzianką był fakt, że było to 5 pełnowartościowych produktów. Cztery z nich pochodzą z serii Dzidziuś firmy Pollena, dedykowane dzieciaczkom już od pierwszych dni życia i posiadające hipoalergiczny skład oraz przyszłym mamom i walce z ich dolegliwościami podczas ciąży. Piąty produkt również hipoalergiczny firmy SudoPHARMA jest przydatny podczas opieki nad maluszkami, choć nie tylko.


Co prawda paczuszka dotarła do nas w zeszłym roku, ale chciałam połączyć moją opinie o pudełku z testem produktów które w nim znalazłam, dlatego trochę to trwało zanim poznałam produkty wzdłuż i wszerz. Poza tym chyba na dobre wyszło, że tak długo prowadziliśmy testy, bo mieliśmy okazje sprawdzić czy BabyFoxBox udało się rozwinąć skrzydła. Wygląda na to, że strona umarła śmiercią naturalną. Trudno nam powiedzieć co mamy o tym myśleć, oczywiście każdemu życzymy wszystkiego co najlepsze, ale powyższa sytuacja sprawiła, że bezcelowym wydaje nam się wydawanie jakichkolwiek opinii na temat pudełka, jaka ona by nie była zarówno pozytywna, a tym bardziej gdyby była negatywna. Możemy za to podzielić się z Wami naszymi wrażeniami z użytkowania otrzymanych produktów możecie poznać poniżej.


Jak okazało się, że Kubuś będzie karmiony mlekiem modyfikowanym oprócz kupienia zestawu butelek zaopatrzyłam się w specjalny płyn do ich mycia. Jeszcze wtedy mocno przewrażliwiona matka uznałam, że skoro istnieją tego typu płyny na rynku, oznacza to, że właśnie nimi należy myć naczynia należące do bobasów. Teraz chyba już z przyzwyczajenia stosuje je i bardzo się ucieszyłam, jak okazało się, że jednym z produktów które znalazłam w pudełku był hipoalergiczny płyn do mycia butelek Dzidziuś. Ma on przyjemny delikatny kwiatowy zapach i żelową konsystencję, podobnie jak tradycyjne płyny do mycia naczyń. Niewielka ilość płynu spokojnie starcza mi na umycie kilku butelek, miseczek i talerzyków Kubusia. Z łatwością odmywa wszystkie zanieczyszczenia, zarówno pozostałości mleka modyfikowanego, jak i te po przygotowanym przeze mnie obiadku czy deserku. Płyn ten moim zdaniem jest lepszy od dotychczas stosowanego, który dozował się w postaci lekkiej pianki i nie był na tak wydajny jak Dzidziuś’owy produkt. Również cena jest zachęcająca, na stronie producenta za 500 ml butelkę trzeba zapłacić ok. 9 zł, wg mnie nie jest to wygórowana cena za taką pojemność.

Płyn do mycia butelek nie jest jednak flagowym produktem z serii Dzidziuś. Prym wiodą kosmetyki przygotowane specjalnie z myślą o maluszkach. My dzięki paczuszce mieliśmy okazje poznać płyn do kąpieli i krem ochronny. 


Jeśli chodzi o kąpiel do tej pory używaliśmy emolientów. Co prawda u Kubulka nie zauważyłam żadnych skłonności do atopowej skóry, którą niestety ja mam, ale wolałam dmuchać na zimne i dbać o jego delikatną skórę w szczególny sposób. Prawda jest też taka, że tak naprawdę póki nie spróbujemy innych produktów nie dowiemy się czy nasz brzdąc nie ma skłonności do alergii. Stwierdziłam, że Kubulek już jest na tyle duży, że można podjąć próbę zmiany płynu do kąpieli. Produkt z serii Dzidziuś ma bardzo przyjemny delikatny zapach. Przygotowanie kąpieli z jego użyciem nie stanowi problemu, płyn bardzo dobrze rozpuszcza się w wodzie tworząc puszystą pianę, która bardzo spodobała się Kubusiowi. Wcześniej używane specyfiki nie pieniły się, przez co nie dawały tyle radochy naszemu małemu miłośnikowi kąpieli. Zaraz po kąpieli od razu da się zauważyć, że skóra naszego szkraba jest nawilżona, a to wszystko za sprawą olejku migdałowego, który ja osobiście uwielbiam. Kubuś nie dostał żadnego uczulenia po kąpieli, więc śmiało możemy pokusić się o kupienie kolejnej buteleczki płynu Dzidziuś, tym bardziej że jego cena jest naprawdę korzystna, za 500 ml opakowanie na oficjalnej stronie producenta trzeba zapłacić jedyne 10 zł.


Krem ochronny używamy przed każdym spacerem. Stosujemy go przez cały rok, latem w trosce przed działaniem promieni słonecznych, zimą chroniąc przed wiatrem i zimnem. Do tej pory używaliśmy dwóch różnych produktów. Krem ochronny z serii Dzidziuś ponoć jest odpowiedni na każdą pogodę. Póki co mieliśmy okazję sprawdzić krem w zimowych warunkach. Gęsta konsystencja sprawia, że na jego aplikację należy poświęcić parę chwil więcej niż w przypadku kremów używanych przez nas do higieny porannej i wieczornej, jest to jednak charakterystyczne dla kremów które mają na celu ochronę skóry przed różnego rodzaju czynnikami atmosferycznymi. Buziaczek Kubusia posmarowany Dzidziuś’iem bardzo dobrze znosił spacerki, mimo wietrznej pogody jego twarzyczka nie nabrała rumieńców. Nie zauważyłam również żadnych reakcji alergicznych. Jego zapach choć delikatny nie do końca przypadł nam do gustu, niby czuć że jest to produkt przeznaczony dla niemowląt, ale wydaje mi się że wybija się w nim zapach cynku, który bardziej kojarzy mi się z kremem na odparzenia niż z kremem do ciała. Dlatego też mimo przystępnej ceny (ok. 13 zł / 100 ml) krem ochronny Dzidziuś nie należy do naszych ulubieńców, jest to jednak rzecz gustu, wydaje mi się że pod względem działania nie mogę mieć do niego żadnych zarzutów.


Podążając za zapachem przypominającym krem na odparzenia przejdźmy do kremu na odparzenia FlodoMAX. Do tej pory stosowaliśmy chyba najpopularniejszy na rynku Sudocrem, sprawdzał nam się bardzo dobrze, choć prawda jest taka że Kubuś rzadko kiedy dostawał pieluszkowe zapalenie skóry, zazwyczaj wystarczyło jedno zastosowanie kremu i po krzyku. Krem FlodoMAX można śmiało stosować jako zastępstwo Sudocrem’u, działa równie szybko i skutecznie. Choć tak naprawdę FlodoMAX można ustawić nieco wyżej na podium dzięki temu, że nie pozostawia białego filtru na skórze, który jest zmorą w przypadku Sudocremu. 

Ogólnie jesteśmy zadowoleni z zawartości pudełeczka. Produkty które w nim znaleźliśmy może nie skradły naszego serca, ale na pewno dobrze nam służyły.

Etykiety:

czwartek, 11 lutego 2016

"Co nowego w sieciówkach?" - H&M dla chłopca


Choć do wiosny jeszcze trochę czasu na półkach większości sieciówek zaczynają pojawiać się ubrania na sezon wiosna-lato. Zachęciło nas to do stworzenia cyklu "Co nowego w sieciówkach?" w którym będziemy prezentować nowości, które wpadną nam w oko a może zwrócą i Waszą uwagę. Na pierwszy ogień wzięliśmy H&M i ubranka dla chłopców wybierane pod kontem Kubusia.

1/2/3/4/5/6

Ostatnio bardzo przypadło mi do gustu ubieranie mojego synulka w bardziej stonowane, przypominające chłopieńce, a nie niemowlęce ubranka. Idealnie odzwierciedlają to stworzone przeze mnie powyższe zestawy. 

1/2/3/4/5/6

Pozostając w podobnej kolorystyce H&M przygotował nie lada gratkę dla miłośników kreskówek i komiksów, którzy z pewnościom nie pozostaną obojętni na powyższe wdzianka.


1/2/3/4/5

Parka świetnie nadaje się na chłodniejsze wiosenno-letnie dni czy wieczory, stanowi ciekawy dodatek do casualowych stylizacji.

Mamy nadzieję, że spodobało Wam się nasze zestawienie i zainteresował Was nowy cykl na blogu.  

Etykiety: ,

środa, 10 lutego 2016

Kolorowy zawrót oczu


Niemal za każdym razem jak spotykam córeczkę naszych przyjaciół biję się w głowę jak to możliwe, że jest ona posiadaczką ślicznych niebieskich oczek skoro oboje jej rodzice mają ciemne tęczówki. Tak tak, pewnie większość z Was pomyśli, że przecież każde dziecko rodzi się z niebieskimi oczami. Znam tą teorię, choć nie powiem, że jest ona dla mnie zrozumiała. Poza tym ona ma 8 miesięcy, czy nie powinna już mieć docelowego koloru oczu? Nie ma baba problemu z kolorem oczu swojego dziecka to sobie wynalazła u znajomych. W mojej głowie rodzi się wiele znaków zapytania związanych z tematem koloru oczu u dzieci na które postanowiłam znaleźć odpowiedź, bo nie lubię pozostawiać nurtujących mnie pytań bez odpowiedzi. Pomyślałam, że może nie tylko mi ten temat niemal spędza sen z powiek, dlatego stwierdziłam że podzielę się z Wami znalezionymi informacjami. 

Niebieskooki nowonarodzony bobas nikogo nie dziwi, to właśnie z takim kolorem oczu rodzi się większość dzieci. Niebieski przybiera różne odcienie począwszy od szaroniebieskiego skończywszy na granatowym. Dzieje się tak przez niewielką ilość melaniny w tęczówce noworodka, która jest pigmentem odpowiadającym za kolor oczu. Z czasem, kiedy do oczu maluszka dociera coraz więcej światła poziom melaniny wzrasta, następstwem czego jest przybieranie przez tęczówkę docelowego koloru. Tylko kiedy to dokładnie nastąpi? Największe zmiany następują między 6 a 9 miesiącem życia dziecka, w tym okresie poziom melaniny stabilizuje się i zaczyna się proces utrwalenia koloru oczu aż do osiągnięcia ostatecznej postaci, która najbardziej widoczna może być gdy maluch skończy roczek. Proces ten może jednak trwać nawet do 3 urodzin dziecka. Zdarzają się również przypadki kiedy ma to miejsce dopiero w wieku 5 lat. Dlatego trzeba się uzbroić w cierpliwość i dać szanse oczkom na rozwój wydarzeń. 


Źródło: www.babyonline.pl

Wiemy już, że poziom melaniny wpływa na zmianę, jednak od czego zależy jaka to będzie zmiana? Jak pewnie się domyślacie,wszystkiemu winne są geny. Jednak zastanawiając się jaki kolor oczu będzie miało nasze dziecko nie wystarczy usiąść na przeciwko partnera i spojrzeć mu głęboko w oczy. Niebagatelny wpływ mają również geny dziadków, w końcu nasz kolor oczu powstał w wyniku połączenia ich genów. Geny odpowiedzialne za kolor oczu możemy podzielić na recesywne (jaśniejsze) i dominujące (ciemniejsze). Teraz zaczyna się starcie genów, pewnie większość z Was postawiłaby na dominujące, nie dziwię się, ja też tak zrobiłam, jednak z przykrością muszę stwierdzić, że czasem można przegrać stawiając wszystko na geny dominujące. Spróbuję przeanalizować możliwe przypadki, opisując je w możliwie jak najprostszy sposób. W przypadku gdy obydwoje rodzice są posiadaczami jasnych kolorów oczu, z bardzo wysokim prawdopodobieństwem możemy stwierdzić, że ich dziecko odziedziczy po nich jasny kolor oczu, oczywiście jak we wszystkim zdarzają wyjątki od reguły, ale zdarza się to naprawdę bardzo rzadko. W sytuacji gdy jedno z rodziców ma kolor oczu recesywny a drugie dominujący, zgodnie z założeniami wydawałoby się, że dziecko będzie miało ciemne oczy, a tu psikus mamy do czynienia z podziałem fifty fifty, zdarza się że dziecko jednak zostaje posiadaczem jasnych oczu, a dzieje się tak za sprawą dziadków ze strony ciemnookiego rodzica, którzy również tworzyli duet regresyno-dominujących rodziców, wtedy za sprawą rodzica o regresywnych oczach i jednego z dziadków również o regresywnych oczach dziecko zostaje posiadaczem jasnych oczu. Gdy mamy do czynienia z obojgiem rodziców o kolorze oczu dominującym, wszyscy spodziewaliby się że ich dziecko odziedziczy po nich ciemne oczy, nic bardziej mylnego, oczywiście jest bardzo duże prawdopodobieństwo że tak właśnie będzie, jednak jak już wcześniej można było zauważyć dominujący kolor oczu rodzic może mieć z połączenia genów recesywnych z dominującymi, w związku z czy nawet jeden z dziadków o recesywnych genach może sprawić, że dziecko ciemnookich rodziców może mieć jasny kolor oczu. Wiem, trochę to zagmatwane, ale mam nadzieję że mimo wszystko mój wywód odrobinę rozjaśnił Wam całą sytuację.


Źródło: www.ciazowy.pl

Z pomocą rodzicom ciekawym jaki kolor oczu może mieć w przyszłości ich dziecko powstały specjalne kalkulatory, które można znaleźć na wielu portalach o tematyce dziecięcej, tutaj znajdziecie jeden z nich, ciekawa jestem czy jego wyliczenia sprawdzą się w Waszych przypadkach. My jesteśmy klanem niebieskookim, więc nie oczekujemy na zmiany koloru oczu u Kubusia. Nurtuje mnie jednak jaki ostatecznie kolor oczu osiągnie malutka od naszych przyjaciół. No nic, nie pozostaje nic innego jak uzbroić się w cierpliwość.


Teksty źródłowe:
  1. abcZdrowie.pl - "Kolor oczu niemowlaka"
  2. BabyBoom.pl - "Jaki kolor oczu będzie miało Twoje dziecko?"
  3. MjakMama24.pl - "Jaki będzie kolor oczu dziecka?"
  4. ŚwiatNauki.pl - "Czy kolor oczu noworodka może się zmienić?"

Etykiety:

czwartek, 4 lutego 2016

Faworkowy raj


W tłusty czwartek słodkości są wręcz obowiązkowe. Dieta nie dieta, nie zjedzenie choć jednego pączka to wręcz grzech, to samo się tyczy faworków. W tym roku nie chciało mi się robić pączków i postawiliśmy na te kupne. Za to dałam się skusić na robienie faworków.


Produkty które są potrzebne do ich wykonania każdy powinien znaleźć u siebie w domu. Lista jest dość krótka.

300 g mąki
3 żółtka
3 łyżki wódki
minimum 3 czubate łyżki gęstej śmietany
łyżeczka proszku
szczypta soli


Do miski na początku wsypujemy produkty sypkie, odmierzoną porcję mąki,


oraz łyżeczkę proszku do pieczenia.


Następnie wlewamy śmietanę


i dodajemy żółtka.


Całość należy lekko posolić


i uraczyć alkoholem. 


Dokładnie mieszamy, początkowo łyżką,


jak wszystkie składniki połączą się w jedną masę najlepiej ugniatać ją ręką,


aż do uzyskania zgrabnej kuleczki.


Teraz pora na bardzo ważny etap, jakim jest zbicie ciasta.


Zmaltretowane ciasto zawijamy w folię spożywczą i dajemy mu odpocząć pół godziny w lodówce.


Po wyjęciu z lodówki nadszedł czas na wałkowanie, staramy się uzyskać bardzo cienkie placki,


które następnie kroimy na wąskie paski z dziurką na środku,


po czym bierzemy się za robótki ręczne w celu uzyskania charakterystycznego kształtu.


Najlepiej jest przygotować  od razu większą porcję faworków.


W garnuszku rozgrzewamy olej,


gdy jest już mocno rozgrzany wrzucamy na niego przygotowane chrusty. Trzeba uważać, bo bardzo szybko się smażą, praktycznie po chwili od wrzucenia można przewracać je na drugą stronę.


Ot całą faworkowa filozofia. Łatwe w wykonaniu, tanie, a jakie pyszne. 

Życzymy Wam słodkiego Tłustego Czwartku.

Etykiety:

wtorek, 2 lutego 2016

Ożenek

Źródło: http://www.wspolczesny.szczecin.pl/

Czemu nie zakończyć miesiąca tak jak się go zaczęło? Żeby postanowienia noworoczne nie były tylko czczą gadaniną, już parę dni po wizycie w operze razem z przyjaciółmi zaplanowaliśmy kolejne wspólne wyjście do teatru. Tym razem wybraliśmy przedstawienie, które już od ładnych paru lat jest wystawiane na deskach Teatru Współczesnego. Jak to mówią, lepiej późno niż wcale. 

Źródło: http://blog.wspolczesny.szczecin.pl/

Spektakl na którym byliśmy to komedia osadzona w latach 30-tych XX wieku, mimo to poruszająca temat aktualny po dziś dzień jakim jest tytułowy "Ożenek". Dylematy związane ze stanięciem na ślubnym kobiercu, konieczność wyboru tego jedynego na całe życie, presja podjęcia ostatecznej decyzji zakończonej poproszeniem o rękę tej właściwej. Czy sztuka wskaże kierunek w który powinni podążać Ci, którzy toczą podobne bitwy ze swoimi myślami? Czy jest właściwym drogowskazem? A może wręcz przeciwnie ukazuje obraz, który nie powinien mieć miejsca? Jeżeli chcecie poznać damsko-męskie perypetie sprzed lat w nowatorskim ujęciu to przedstawienie "Ożenek" daje taką właśnie możliwość.

Etykiety: