niedziela, 27 września 2015

Imieninowe zakupy



Yupi, jak ja uwielbiam dostawać prezenty. Wczoraj miałam imieniny i właśnie z tej okazji ja i moja szafa zyskałyśmy parę nowości. Moi rodzice i teściowa znają mnie na tyle, że potrafię grymasić gdy coś mi się nie spodoba i najlepiej pozwolić mi samej wybrać to w czym będę czuła się najlepiej. Dlatego od teściowej dostałam pieniążki na coś ładnego, a rodzice dziś z samego rana przyjechali po mnie i Kubulka, wykorzystaliśmy okazję, że Artur był na uczelni, zapakowali nas do auta i wywieźli do jednego z centrów handlowych. 

Ostatnio moją ulubioną marką odzieżową jest Mohito i to właśnie w kierunku tego sklepu skierowałam pierwsze kroki. Oczywiście nie zawiodłam się i wyszperałam mnóstwo fajnych ciuszków. Wiadomo, nie mogłam sobie pozwolić na wszystko, choć najchętniej tak bym zrobiłam. Wybrałam dwa sweterki i spodnie. Sweterki od rodziców, a spodnie od teściowej. Dzięki promocji "Stylowe zakupy" zmieściłam się w budżecie. Już nie mogę się doczekać stylizacji, które powstaną w połączeniu nowych rzeczy z tymi co już znajdują się w szafie. Na pewno się nimi pochwale, bo w końcu pora na powrót do łask działu  od którego zaczynałam pisanie bloga, czyli mody. 

Pictures from Mohito.pl

Wpis nie wynika ze żadnej współpracy.

Etykiety:

Zdrajca



O dziwo dość szybko udało mi się zwalczyć przeziębienie, które dopadło mnie w tym tygodniu. Wystarczyło wypicie kilku mikstur mleczno miodowo maślanych i witamina C w dużych dawkach. Nie mniej jednak przez 2 dni było ze mną nie najlepiej. Starałam się zajmować szkrabem jak tylko mogłam. Przyznam się, że bardzo pomocny w tej sytuacji był kojec w którym bąbel mógł się bawić, a ja nie musiałam za nim biegać. Takie chwile podczas których mój łobuziak grzecznie zajmował się sam sobą, ja wykorzystywałam leżąc pod kocem, cały czas mając go na oku. Jednak nie tylko ja miałam na niego oko. Również babcia obserwowała malucha dzięki połączeniu przez Skype. 

W pewnym momencie babcia pyta wnusia.

Babcia: Kubusiu gdzie jest mama?
Kubuś: Rzuca wymowne spojrzenie w moim kierunku.
B: A co mama robi?
K: Głaszcze się po brzuszku.
B: Mama je coś smacznego?
K: Kubuś kiwa główką i znów się głaszcze po brzuszku.

Mały zdrajca, musiał mnie wydać i powiedzieć, że właśnie coś zajadałam. Przy nim już nie da się nic ukryć przed innymi.

Etykiety:

środa, 23 września 2015

Wielkie odliczanie



Dziś świętujemy kolejną miesięcznicę Kubulka. Aż trudno uwierzyć, że nasz mały brzdąc kończy właśnie 11 miesięcy. A co to oznacza? Już tylko miesiąc dzieli nas od jego pierwszych urodzin. Dlatego zaczynamy wielkie odliczanie do tej ważnej daty w naszym rodzinnym kalendarzu.


Etykiety:

wtorek, 22 września 2015

Mamy nie mogą chorować - a może jednak?


To już chyba mogę zaliczyć jako standard. Kończy się lato, wielkimi krokami zbliża jesień. Pojawiają się dni w których pogodę trudno przypisać do żadnej ze wspomnianych wcześniej pór roku. Raz słońce, raz deszcz. Temperatura ma huśtawkę nastrojów i waha się raz w górę, raz w dół. Wtedy mój organizm odmawia posłuszeństwa. W gardle drapie, nos zapchany, ogólne samopoczucie do kitu. Właśnie nadszedł taki dzień. Najchętniej zakopałabym się pod ciepłym kocykiem, dzierżąc w dłoni kubek mleka z masłem i miodem. Tylko gdyby to było takie łatwe z brzdącem u boku. Nie pozostaje nic innego jak przetrwać do powrotu z pracy mężulka. A do tego czasu niczym dzielna matka polka wypełniać swoją powinność.

Patrząc na tą sytuację, od razu przypomina mi się reklama jednego ze specyfików na przeziębienie, w którym mama prosi córkę o jeden dzień wolnego, na co głos lektora szybko sprowadza na ziemię wszystkie matki mówiąc, że mamy nie biorą zwolnienia. Smutne, ale jakie prawdziwe.


Wracając jednak do mojego wymarzonego leku na całe zło. 

Oto lista składników na tajemną miksturę:
- kubek mleka,
- łyżeczka masła - oczywiście niesolonego,
- łyżeczka miodu - najlepiej z jakiejś sprawdzonej pasieki.

Gdy mamy już wszystko przygotowane wystarczy rondelek postawić na kuchence i do dzieła. Wlewamy mleko, podgrzewamy je mniej więcej do temperatury 40st, następnie dodajemy masło i miód, wszystko dokładnie mieszamy, aż do momentu gdy dodane składniki rozpuszczą się i voila gotowe. Pod żadnym pozorem nie można zagotować mikstury, bo straci właściwości lecznicze.

Teraz wystarczy przelać napój do ulubionego kubka, opatulić się po czubek nosa w koc i delektując się każdym łykiem powoli wracać do zdrowia, czasem zerkając jak mężulek cudnie zajmuje się naszą pociechą. 

Etykiety:

niedziela, 20 września 2015

Godzina spokoju


Kiedyś uwielbiałam chodzić do teatru. Emocje, które pojawiają się podczas oglądania sztuki są zupełnie inne niż te które dają nam produkcje ze szklanego ekranu. Bliskość aktorów niemal na wyciągnięcie ręki sprawia, że czujesz się jakbyś był w środku akcji która tak naprawdę rozgrywa się na scenie. Nawet sama nie wiem dlaczego przestałam być tak częstym gościem tych miejsc z duszą. Najwyższa pora to zmienić i wrócić do starych, dobrych nawyków. Właśnie w czasie kiedy w mojej głowie pojawiły się takie rozmyślenia, nasi przyjaciele zaproponowali nam kolejny wspólny wieczór. Jak wspomnieli o wyjściu do teatru, nie wahałam się ani sekundy. Szybka konsultacja z Arturem, który akurat był na wyjeździe służbowym, co o na to. Jego reakcja była niemal identyczna jak moja, nawet nie wgłębiał się za bardzo co jest w repertuarze, bez zastanowienia stwierdził, że idziemy. Takim oto sposobem wczorajszy wieczór spędziliśmy w szczecińskim Teatrze Współczesnym.




"Godzina spokoju", brzmi ciekawie, wprost idealny tytuł dla rodziców małego szkraba, który jest tak absorbujący, że niejednokrotnie w głowie pojawia się myśl, że chciałoby się mieć choć godzinę spokoju, tylko dla siebie. Też trochę o to chodzi w sztuce. 

Sobotni poranek, główny bohater Michel zasapany wpada do domu dzierżąc w rękach dwie torby. W jednej z nich kryje się biały kruk, którego poszukiwanie zajęło Michel'owi wiele lat. Rozentuzjazmowany marzy tylko o godzinie spokoju, żeby wysłuchać płyty jednej z ikon jazzowych. Czy uda mu się wysłuchać płyty? Czy tak niewiele, nie okaże się wygórowanym marzeniem? 

Wartka akcja, świetne dialogi, wszystko to sprawia, że na widowni niejednokrotnie słychać salwy śmiechu. Błyskotliwa komedia, dająca o myślenia.

To 100 minut spędzonych w teatrze których na pewno nikt nie pożałuje. 

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=tmZcDBmmTMA

Etykiety:

czwartek, 17 września 2015

Metoda na niejadka




Temat karmienia Kubusia nie należy do najłatwiejszych. Jego humory żywieniowe są tak różne, że jakbym chciała zaprezentować je na wykresie wyszłaby cudna sinusoida. Gdy już mamy 3 dni wzorcowego zajadania wszystkich posiłków przez mojego szkraba, mamuśka zaczyna się cieszyć, że nastąpił przełom, mały następnego dnia znów zaciska buzie i nie chce tknąć ani jednej łyżeczki obiadku, czasem nawet ulubione kaszki są be. Co zrobić, żeby taki łobuziak w końcu przekonał się do jedzenia?

Jednym ze sposobów jest ładna otoczka całego wydarzenia. Naczynia w których podawany jest posiłek, czy wdzianka które używamy, podczas jedzenia (śliniaczki, fartuszki) mają niemałe znaczenie. Wbrew pozorom nawet maluch zwraca uwagę na takie rzeczy. Pomocną dłoń wyciągnęła do nas firma Canpol Babies, od której w ramach akcji Blogosfera otrzymaliśmy do testów fajny zestaw produktów idealnych do karmienia. Wszystkie rzeczy wspaniale wpasowały się w nasz marynarski klimat, co prawda kolekcja jest piracka, ale przecież marynarze i piraci mają dużo wspólnego. 



Butelki towarzyszą nam podczas pierwszego i ostatniego karmienia, kiedy Kubuś dostaje mleczko. Jak tylko je zobaczył od razu uśmiechnął się radośnie. Złapał je w rączki i zaczął dokładnie przyglądać się rysunkom, które zdobią butelki. Widać było zachwyt w jego oczach, zresztą nie ma co się dziwić, zarówno panda jak i papuga są cudne. Przejście z dotychczas używanych butelek na nowe nie stanowiły dla małego żadnego problemu. Jednak z przykrością muszę stwierdzić, że odpowietrzanie nie spełnia moich oczekiwań. Mój bystrzak sobie radzi, co jakiś czas sprytnie wypuszczając powietrze, jednak nie tak to powinno wyglądać i wydaje mi się, że przez to butelka nie spełnia swojej antykolkowej funkcji. Póki co stosujemy butelkę o pojemności 240 ml, którą mój brzdąc z łatwością dzierży w swoich malutkich dłoniach. Choć wydaje mi się, że to kwestia dni, kiedy będziemy musieli zamienić ją na większą, której pojemność to już 300 ml, bo apetyt na mleczko u Kubulka jest już coraz większy. Przygotowanie mleczka nie sprawia trudności, dzięki szerokiemu otworowi przez który z łatwością można wsypać mleko, bez obaw przed rozsypaniem na boki, a także wlać odpowiednią ilość wody nie rozchlapując jej na blat, w precyzyjnym jej odmierzeniu pomaga wyraźna skala znajdująca się na jednym z boków butelki. Utrzymanie w czystości butelek nie stanowi żadnego problemu dzięki szerokiemu otworowi, a smoczki można z łatwością umyć używając specjalnej szczoteczki, która dołączona jest do butelki. Niewątpliwym atutem jest fakt, że smoczki dopasowane do butelek są łatwo dostępne, można je znaleźć w wielu marketach na działach dziecięcych, a ich ceny są bardzo przystępne. Suma suma rum my jesteśmy zadowoleni z butelek, ponieważ nie potrzebujemy aby były one antykolkowe, osobom dla których jest to istotna kwestia niestety muszę je odradzić.


Zestawu stołowego używamy podczas pozostałych posiłków. Świetnie nadaje się do serwowania kaszek, deserków, zupek, a także owoców czy drugiego dania. Kubuś przed każdym posiłkiem dostaje naczynia do rączek, przygląda się małpce, która znajduje się na obrazkach je zdobiących, smyra je swoim malutkim paluszkiem. Po krótkiej zabawie nakładam posiłek, który przykrywa obrazek. Tu pojawia się moja gra motywacyjna, karmie małego i jak tylko zaczyna grymasić zachęcam go mówiąc, że jeśli chce znów zobaczyć małpkę musi ładnie wszystko zjeść z miseczki bądź talerzyka. Nie zawsze to działa, bo mój synuś to mały mądraszek i nie tak łatwo go przechytrzyć, ale czasem ta metoda skutkuje. Miseczka dzięki pojemności 320 ml mieści spore porcje posiłków. Póki co Kubuś nie je jeszcze sam używając sztućców, w związku z czym trudno mi powiedzieć jak sprawują się one w małych rączkach. Jak narazie korzystam z nich ja podczas karmienia Kubusia. Ich okrągły kształt sprawia, że na pewno są bezpieczne w użytkowaniu, dzięki czemu roczniaki mogą z nich korzystać bez obaw o zrobienie  sobie niechcący krzywdy. Mój mały łobuz już parę razy podczas zabawy zrzucił zarówno miseczkę, jak i talerzyk na podłogę, naczynia dzielnie to zniosły, bez żadnych uszczerbków. Dołączony do zestawu 220 ml kubeczek, również czeka na swoją kolej, gdyż Kubuś jeszcze nie umie z niego pić. Wydaje mi się jednak, że idealnie nada się do nauki, dzięki zaokrąglonemu brzeżkowi i temu, że posiada wygodne do trzymania uszko. 



Fartuszków używamy zazwyczaj podczas obiadów i wtedy gdy Kubuś sam zajada owoce. To zgrabne wdzianko, doskonale chroni ubranka przed zabrudzeniem, które jest nieuniknione chociażby podczas samodzielnego jedzenia przez malucha. U nas często Kubulek podczas obiadu wkłada rączki do zupy albo do buzi w trakcie jedzenia, a później ubrudzonymi rączkami maże po wszystkim co znajduje się wokół niego. Teraz dzięki fartuszkom nie muszę obawiać się, że świeżo założone ubranka zaraz po jedzeniu znów wylądują w pralce. Obecnie jak Kubuś jest jeszcze mały fartuszków używamy tylko podczas jedzenia, w przyszłości świetnie przyda się podczas zabaw plastycznych idealnie zabezpieczając przed zabrudzeniem np. farbkami.  Póki co mój brzdąc nosi mniejszy fartuszek, który i tak jest dla niego za duży, a wszystko przez to że jest on przeznaczony dla dzieci 24m+. Jak dla nas fartuszki to strzał w 10, śmiało możemy je polecić.

Picture by Me

Wpis dzięki współpracy z firmą Canpol Babies

Etykiety:

wtorek, 1 września 2015

Akcja regeneracja


Tuż przed wakacjami naszła mnie chęć na zmianę. Z szatynki stałam się blondynką z przedłużonymi rzęsami i żelowymi paznokciami ozdobionymi ręcznie malowanymi wzorkami. Ta letnia metamorfoza sprawiła, że wszyscy obsypywali mnie komplementami. Początkowo też byłam z niej zadowolona. Jednak z biegiem czasu zaczęła mi przeszkadzać. Moje dotąd ładne gładkie włosy stały się suche i sianowate. Rzęsy w pierwszym tygodniu robiły efekt wow, a z biegiem czasu zaczynały wypadać i wyglądało to coraz mniej estetycznie. Tak samo z resztą jeśli chodzi o paznokcie, które już w drugim tygodniu zaczynały mnie drażnić swoim odrostem. Pomyślałam dosyć tego. Tak nie wygląda elegancka, zadbana kobieta, którą zawsze chciałam być. Usunęłam sztuczne rzęsy, zdjęłam żel z paznokci i umówiłam się z fryzjerką na powrót do ciemnego koloru włosów. Niestety zarówno moje naturalne rzęsy, jak i płytki moich paznokci, ucierpiały na moich letnich eksperymentach. Teraz czeka je regeneracja. Do rzęs nabyłam na ostatniej promocji w jednej z sieci drogerii serum przyspieszające wzrost rzęs Long4Lashes o którym słyszałam wiele pozytywnych opinii. Od dziś planuję zacząć ją stosować. Zobaczymy jakie będą efekty. Na dnie szuflady znalazłam odżywkę do paznokci Eveline Professional 8w1 Total Action, którą kiedyś stosowałam w podobnej sytuacji i uratowała moje śliczne pazurki. Już dwa razy nałożyłam ją na moje obecnie miękkie paznokietki. Kolejny etap to spotkanie z fryzjerką, które szykuje się na dniach. Takim oto sposobem wrzesień będzie u mnie pod hasłem regeneracja. 

Etykiety: