czwartek, 25 października 2018

No. 4 is coming



Jeśli śledzisz nas na Instagram'ie lub Facebook'u nie będzie to dla Ciebie żadna nowina. Są jednak wśród nas pewnie i takie osoby (mam nadzieje, że jest ich tylko garstka i jak tylko przeczytają ten wpis dołączą do naszej małej społeczności na dwóch wcześniej wspomnianych social mediach), które jeszcze nie poznały naszego małego sekretu wyjawionego niespełna 2 tygodnie temu.

Już niedługo nasza rodzinka powiększy się. W marcu dołączy do niej czwarty członek rodziny, dzięki któremu nasze życie kolejny raz diametralnie się zmieni. Drugie dziecko w domu napewno wprowadzi wiele radości i uśmiechu, ale także zamieszania i sporo nowych obowiązków. Konieczne będzie przeorganizowanie wszystkiego, zarówno naszej życiowej przestrzeni, jak i funkcjonowania wszystkich członków naszej już 4 osobowej rodzinki. 

Rzucamy rękawicę sporemu wyzwaniu, które przed nami stoi i mamy zamiar się z nim zmierzyć najlepiej jak potrafimy. 

Obecnie jestem na półmetku ciąży. Przed nami 4 miesiące przygotowań. Szykowanie wyprawki dla dzidzi. Zmiany w obecnym pokoju Kubulka, w którym musi znaleźć się miejsce dla drugiego brzdąca.  Podział obowiązków rodzicielskich. Zorganizowanie wszystkiego tak, żeby ta nowa sytuacja nie przytłoczyła nas wszystkich. Już najwyższa pora zakasać rękawy i działać. 

Startujemy. Projekt "No. 4 is coming". Mamy nadzieję, że będziesz nam kibicować i wspólnie z nami przeżywać wszystkie nowości, które będą się u nas pojawiały. 

Suwaczek z babyboom.pl

Etykiety: ,

wtorek, 23 października 2018

Minionkowe urodziny w Kids Arena


4 lata. Kiedy to zleciało. Już tyle czasu jest z nami nasz mały brzdąc. Tak właściwie to już nie taki mały. Ten, jak to ja się śmieje, z metra cięty chłopak ma już swój charakter i nie boi się go pokazać. Takiemu dużemu chłopakowi chyba już nie wypada robić imprez w domowym zaciszu, takich grzecznych i spokojnych, bo on już taki wcale nie jest. Dlatego tym razem postawiliśmy zorganizować imprezkę poza domem, w parku rozrywki stworzonym właśnie z myślą o dzieciaczkach.


Kubuś jak dowiedział się co planujemy był wprost wniebowzięty. Doskonale wiedział kogo chce zaprosić na przyjęcie i z podekscytowaniem wymieniał imiona kolegów i koleżanek z przedszkola oraz oczywiście innych dzieciaczków bez których nie wyobrażał sobie udanej imprezy. 

W KidsArena, to właśnie tam odbyły się czwarte urodziny Kubka, jest do wyboru aż 6 salek tematycznych, w których można zorganizować przyjęcie. My zdecydowaliśmy się na tą z motywem przewodnim Minionkowym. Wybór dla mnie był banalnie prosty, bo już w trakcie wakacji Kubulek niejednokrotnie wspominał, że w tym roku chce Minionkowe urodziny. Dlatego jak tylko dowiedziałam się, że można wybrać salkę która idealnie wpisuje się w marzenia małego, bez wahania zarezerwowałam właśnie to miejsce.

W końcu nadszedł długo wyczekiwany przez solenizanta dzień imprezy. Kubuś nie mógł się doczekać i od rana dopytywał się czy już jedziemy. Urodziny były zaplanowane na 14:40, więc sami możecie się domyślić ile razy usłyszałam to magiczne pytanie. Niemalże jak osioł ze Shreka z pytaniem "Daleko jeszcze?" ;) W końcu wybiła godzina zero. Wszyscy zapakowaliśmy się do auta i wyruszyliśmy w kierunku KidsArena. Kubek w foteliku siedział niczym na szpilkach, jakby mógł to podskakiwałby z podekscytowania. Gdy dojechaliśmy na miejsce, niczym wystrzelony z procy pomknął ku drzwiom wejściowym. 


Oczywiście jak przystało na dobrych organizatorów przyjechaliśmy nieco wcześniej. Jakie było rozczarowanie Kuby, kiedy dowiedział się, że jeszcze musi poczekać na swoich gości. Myślał, że już wszyscy będą i od razu będą mogli pobiec bawić się. Goście nie kazali na siebie długo czekać. Kubuś z uśmiechem od ucha do ucha na twarzy przyjmował życzenia i prezenty. Po czym razem ze swoimi małymi gośćmi powędrował pod skrzydła opiekunki. 


Rodzice mieli 2 godzinki dla siebie, w trakcie których mogli zjeść ciastko i napić się herbaty bądź kawy. W tym czasie dzieciaki razem z animatorkami szalały w Minionkowej salce. Nie lada atrakcją okazało się pojawienie Żółwia - maskotki firmowej Kids Arena. Na jej widok dzieciaki wprost oszalały. 


Po zabawach i zjedzeniu minionkowego torta impreza przeniosła się na dużą salę z "dmuchańcami".  Tutaj dzieciaki wpadły w szał. Skakały, zjeżdżały, nurkowały w kulkach. Aż miło się patrzyło, jaką radość sprawiała im ta zabawa. Zdawało się, że szaleństwom nie będzie końca. Jednak po godzinie zabawy, niestety trzeba było się zbierać. Niepocieszone dzieci nie chciały wracać do domu. Na pocieszenie każdy przy wyjściu dostał balona w wybranym przez siebie kształcie.





Kubek po powrocie do domu cały wieczór wspominał jak było fajnie. Cieszę się, że udało mi się sprawić tyle radości mojemu brzdącowi. Jego uśmiech tego dnia wart był każdej wydanej złotówki. Choć muszę przyznać, że organizacja urodzin w takim miejscu nie należy do najtańszych. 

A Wy gdzie organizujecie urodziny dla swoich dzieci? Stawiacie na te w domowym zaciszu czy poza domem w tego typu miejscach na które my zdecydowaliśmy się w tym roku?

Etykiety: ,