czwartek, 28 stycznia 2016

Reakcja poszczepienna


Wczorajszy wieczór zapowiadał się normalnie. Około 19 razem z Kubulkiem powędrowaliśmy do łazienki. Zaczęłam napuszczać wodę do wanny i w międzyczasie rozbierałam małego do kąpieli. Podczas zdejmowania bluzeczki przeraziłam się. Całe przedramię Kubusia było zaczerwienione i ciepłe. Od razu spanikowałam. Przecież do tej pory, ani razu nie mieliśmy problemów po szczepieniach, a było już ich trochę. Co teraz zrobić z biedną rączką mojego maleństwa. Przez moją głowę przeleciała myśl, że kiedyś pielęgniarka wspominała, że w takim przypadku należy użyć Altacet Junior, ale czy na pewno? Wolałam nie ryzykować, więc zadzwoniłam do naszej przychodni, która działa całą dobę, żeby się upewnić. Okazało się, że pamięć mnie nie zawodzi. Dobrze wiedziałam co mam zrobić, ale co się nadenerwowałam to moje. 

Oczywiście wiedząc jak do tej pory Kubulek reagował na szczepienia, nie zaopatrzyłam się w żel łagodzący tego typu objawy. Wyszłam z założenia, że skoro dwa poprzednie szczepienia zniósł tak dobrze, tym razem też nic się nie będzie działo. Jak widać lepiej dmuchać na zimne i przy dziecku być przygotowanym na każdą ewentualność. Ostatnia szczepionka przeciw pneumokokom utarła mi nosa. 
Jeszcze jak na złość nasz samochód jest w naprawie i nie było jak pojechać do apteki. Na całe szczęście dziadek wracając z pracy pojechał kupić żel łagodzący dla wnusia. Niestety Pani farmaceutka oznajmiła, że nie ma altacetu i ponoć w hurtowniach też są problemy z jego dostaniem. No to klops i co teraz?  Dziadek podpytał o jakiś alternatywny preparat i Pani w aptece poleciła maść arnikową. Podobnie jak altacet ma działanie łagodzące i zmniejszające obrzęki. Polecona maść zadziałała idealnie. Wystarczyło jedno posmarowanie rączki przed snem i rano Kubuś obudził się z lekko zaróżowioną rączką. Profilaktycznie posmarowałam ją jeszcze podczas porannej toalety małego. Mam nadzieję, że nasze szczepionkowe przeboje na tym się zakończą. 

Jestem bardzo dumna z mojego synulka, że nawet nie dał po sobie nic znać przez cały dzień, przez co dopiero wieczorem zauważyłam jego biedną czerwoną rączkę.

W lipcu czeka nas kolejna dawka szczepienia 6w1 i już wiem, że na wszelki wypadek nie tylko przygotuję się na możliwość podwyższonej temperatury, ale również na poszczepienne reakcje skórne. 

Etykiety: ,

wtorek, 26 stycznia 2016

Mój mały dzielny pacjent




Mój synuś to bardzo dzielny szkrabek. Udowodnił to wczoraj i dziś. Podczas zeszłomiesięcznej wizyty u pediatry w związku ze szczepieniem MMR, razem z naszą Panią doktor stwierdziłyśmy, że warto sprawdzić czy mój niejadek nie ma przypadkiem anemii, dostaliśmy skierowanie na morfologię i sprawdzenie poziomu żelaza. 

W związku z tym, że na dziś mieliśmy zaplanowane kolejne szczepienie postanowiłam zabrać Kubusia na pobranie krwi dzień przed wizytą u lekarza. Pani doktor zaleciła, żeby Kubuś na pobranie krwi poszedł na czczo. Trochę mnie to zdziwiło, wydawało mi się, że przy małych dzieciaczkach taka zasada nie obowiązuje, ale posłuchałam zalecenia i na 8 godzin przed badaniem daliśmy mu ostatnią butle mleka, którą wydudlił do ostatniej kropelki. Żeby Kubulek nie musiał długo czekać na śniadanko postanowiliśmy pojawić się w przychodni jak tylko ją otworzą. Rodzice pobudkę mieli ok. 6, ogarnęliśmy się i przed 7 obudziliśmy małego, ubraliśmy go i wyruszyliśmy. Nasz brzdąc oczywiście był niezadowolony z faktu, że tak wcześnie musiał wstać, ale jak mus to mus, nic na to nie poradzimy. Do punktu pobrań udało nam się wejść w pierwszej trójce. Kubuś dzielnie siedział na kolanach taty. Krew miał pobieraną z paluszka. Ku zdziwieniu wszystkich, pielęgniarek i nie tylko, nawet nie pisnął podczas ukłucia paluszka specjalnym jednorazowym pistoletem. Tata próbował go zainteresować bajką puszczoną w komórce, jednak dla niego o wiele ciekawsze było przypatrywanie się co Pani robi z jego paluszkiem, patrzył na to z ogromnym zaciekawieniem. Wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że jest baaaaardzo grzecznym pacjentem. Mój dzielniaszek.

Dziś był ciąg dalszy kłucia. Tym razem miał robione szczepienie przeciw pneumokokom. Przed szczepieniem oczywiście mieliśmy wizytę kontrolną, podczas której Kubuś uśmiechał się do Pani doktor, dał się zważyć, pozwolił sobie zajrzeć do buzi, o osłuchiwaniu nie wspominając, wszystko przyjmował ze stoickim spokojem, jakby nic się nie działo. Taka postawa nie mogła pozostać bez wyróżnienia i Kubulek otrzymał naklejkę dla dzielnego pacjenta. Gdyby tego było mało, to podczas szczepienia pielęgniarka prosiła, żeby przytrzymać małemu rączkę, bo szczepionka jest szczypiąca i dzieciaczek może się wyrywać. Pani pielęgniarka była bardzo zaskoczona, jak Kubuś nawet nie drgnął i przyjął szczepienie, jakby nigdy nic, uznała że jest on idealnym pacjentem i również ofiarowała mu naklejkę. Takim sposobem mój synuś został dwukrotnie wyróżniony i oficjalnie mogę pochwalić się, że znajduje się w gronie dzielnych pacjentów.

Etykiety: ,

piątek, 22 stycznia 2016

Nowa piramida żywieniowa



Widzieliście nową piramidę żywieniową? Zmiany jakie nastąpiły, aż biją po oczach. Nie będę się tutaj wymądrzała, bo żadna ze mnie znawczyni w kwestiach żywieniowych. Najlepiej będzie jak sami spojrzycie poniżej na przygotowaną przez Instytut Żywności i Żywienia piramidkę, w której zmiany można zauważyć już po przeczytaniu samej nazwy, a brzmi ona następująco "Piramida Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej". To prawdziwa rewolucja i potwierdzenie stwierdzenia, że "ruch to zdrowie", dlatego rzućcie okiem na nowe zalecenia, chwyćcie w łapkę jakiegoś owocka i ruszcie tyłeczki z krzesła, kanapy, fotela, czy czegokolwiek na czym właśnie siedzicie. My z Kubulkiem właśnie wróciliśmy ze spacerku, co prawda temperatura nie rozpieszczała nas, ale piękne słonko które cały czas się do nas uśmiechało rekompensowało wszystkie niedogodności.

Źródło: http://www.izz.waw.pl/pl/zasady-prawidowego-ywienia

Źródło: http://www.izz.waw.pl/pl/zasady-prawidowego-ywienia

Co Wy sądzicie o tych zmianach? My jesteśmy na tak. 


Buziaki,


Etykiety:

wtorek, 19 stycznia 2016

Racuszki z jabłkami


Naszło mnie dzisiaj na racuszki. Nie jadam ich zbyt często, ale raz na jakiś czas pozwalam sobie na taki nie do końca zdrowy obiadek, a co. Racuszki robię wg przepisu który wyniosłam z domu. Ciężko będzie mi podać dokładną recepturę, bo zazwyczaj wszystkie począwszy od mojej babci, poprzez moją mamę, skończywszy na mnie robimy je na oko, ale pokaże Wam zarys jak mniej więcej powinno to wyglądać. 


Zanim zaczniemy robić racuszki najlepiej przygotować sobie wszystkie składniki i potrzebne przybory. 

Lista składników:
  • mąka,
  • jajka,
  • mleko,
  • jabłka,
  • opcjonalnie proszek do pieczenia,
  • olej do smażenia.


Sprzęt:
  • miska,
  • mikser lub blender ręczny z końcówką do ubijania,
  • tarka z grubymi oczkami,
  • łyżka,
  • patelnia,
  • coś do przekładania racuszków.


Jak już wszystko mamy uszykowane, można przystąpić do działania.


Do mąki wbijamy jajka.


Następnie stopniowo dolewamy mleko


i miksujemy,


aż uzyskamy konsystencję gęstej śmietany.


Do płynnej masy ścieramy jabłka.


Przy użyciu łyżki mieszamy dokładnie, 


aż uzyskamy stosunkowo "gładką" masę.


Szykujemy patelnie,


na którą wlewamy olej.


Rozgrzewamy go dość mocno


i możemy zacząć smażenie. 


Czekamy aż się zarumienią z jednej strony


i przekładamy na drugą.


Gotowe racuszki można odsączyć na papierowym ręczniku, a następnie ułożyć na talerzu.


Na koniec wystarczy opruszyć je cukrem pudrem.

Nasze racuszki zniknęły bardzo szybko, wszyscy zajadali je aż im się uszy trzęsły. Nawet Kubuś wyłudził jednego i masując się po brzuszku mówił mniam mniam mniam. 

Etykiety:

niedziela, 17 stycznia 2016

Pierwsza próba

Poczyniłam pierwszą próbę. Przede mną jeszcze długa droga, ale kto nie próbuje ten nic w życiu nie osiągnie. Nie ma co się rozpisywać po prostu Wam pokażę co udało mi się wymodzić. Jakość póki co nie jest najlepsza, już wiem że muszę poczynić kroki, żeby ją polepszyć. Mimo to, mam nadzieję, że da się obejrzeć moje wypociny.

Etykiety:

sobota, 9 stycznia 2016

W jak wada postawy


Od pewnego czasu zauważyłam u Kubusia, że podczas zabawy lubi siadać z nóżkami zgiętymi w literkę W. Może kiedyś by mnie to nie zmartwiło, bo aż wstyd się przyznać ja też mam tendencję do siadania w ten sposób. Podczas rehabilitacji na które chodziliśmy z Kubulkiem podczas wakacji zdarzyło mi się tak usiąść w obecności rehabilitantki, na co zareagowała z oburzeniem, że to bardzo zła pozycja i żebym tak nie siadała, bo będę dawała zły przykład małemu. Od tego czasu sama zaczęłam się pilnować jednocześnie zwracając uwagę na to czy aby mój brzdąc nie udaje małej żabki. 



Nie chcąc jednak bazować na zdaniu jednej osoby, postanowiłam poszperać trochę w internecie i poszukać opinii na ten temat. Z przykrością muszę stwierdzić, że miała ona rację. Znalazłam sporo artykułów negatywnie odnoszących się do przyjmowania takiej pozycji podczas siedzenia i tylko jeden artykuł próbujący udowodnić, że są to bzdury wyssane z palca. Doszłam do wniosku, że wolę dmuchać na zimne i nie pozwalać Kubie za długo bawić się z nóżkami zgiętymi w kolankach do tyłu.



O co właściwie tyle szumu? Do czego może doprowadzić siadanie dziecka na podłodze w literkę "W"? Oto kilka skutków ubocznych:
  • zaokrąglenie pleców,
  • koślawienie kolan,
  • stanie i chodzenie z nóżkami zrotownymi do wewnątrz,
  • słabe mięśnie tułowia,
  • ustawianie bioder do wewnątrz,
  • nieprawidłowy rozwój stawów biodrowych.

Nie wiem jak do Was, ale do mnie argumenty w postaci wyżej wymienionych efektów przemawiają i staram się wyplenić z Kubulka te złe nawyki, póki nie są one jeszcze tak mocno zakorzenione. Tym bardziej, że istnieją alternatywne pozycje w których dziecko może siedzieć podczas zabawy, chociażby siad po turecku czy prosty, jestem pewna że wszyscy je znacie i wiecie jak wyglądają. Najlepiej dobre nawyki wpajać maluchowi od samego początku i nie zostawiać korygowania złych przyzwyczajeń, na później kiedy będzie starszy i będzie rozumiał. Już roczne szkraby dobrze wiedzą o co nam chodzi, to że nie stosują się do naszych poleceń wynika z ich niechęci. Dlatego rodzic musi być wytrwały i uzbroić się w cierpliwość, aż w końcu nadejdzie dzień, że wystarczy jedno słowo i nasz mały uparciuszek usiądzie tak jak powinien, a nie tak jak mu wygodnie, bo łatwiej mu utrzymać równowagę dzięki zwiększonej płaszczyźnie podparcia ciała.



Pocieszające jest to, że we wszystkich artykułach obok negacji siedzenia dzieci w literkę "W" wszyscy zgodnym chórem powtarzali, żeby nie dać się zwariować i gdy widzimy, że dziecko siedzi w tej pozycji przez krótką chwilę lub często zmienia pozycje, wtedy nie męczmy naszego malucha i dajmy mu się spokojnie bawić. 



Dlatego rodzice, filiżanka herbaty w dłoń, dobra książka w drugą i zerkając na bawiącą się na podłodze pociechę włączamy zdrowy rozsądek. Może podzielicie się z nami swoimi spostrzeżeniami w tym temacie?

Teksty źródłowe:

Etykiety:

wtorek, 5 stycznia 2016

Przyszedł mężczyzna do kobiety


Ledwo rozpoczął się nowy rok, a my zorganizowaliśmy sobie krótki wyjście bez dziecka. A co, trzeba czasem zafundować sobie taką odskocznie, żeby nie zwariować. Jak tylko Kubulek pojawił się na świecie, od razu w planach mieliśmy takie wypady, ale jak się później okazało obudziła się we mnie prawdziwa matka polka i po raz pierwszy zostawiliśmy małego u dziadków gdy miał 10 miesięcy. Teraz jak już ma ponad rok stwierdziliśmy, że musimy częściej organizować sobie wyjścia we dwoje. Można powiedzieć, że to jedno z naszych postanowień noworocznych. Zaczęliśmy szybko, bo już 2 stycznia wybraliśmy się na spektakl w którym grali warszawscy aktorzy. 


Bilety wyhaczyliśmy na jednym z portali zakupów grupowych w dość przystępnej cenie. Skusił nas też fakt, że miejscem w którym miał się odbyć spektakl była Filharmonia Szczecińska, w której do tej pory jeszcze nie byliśmy i uznaliśmy, że będzie to świetna okazja do odwiedzenia tego miejsca i zobaczenia jak wygląda od środka. Niestety nie było nam to dane, gdyż z przyczyn niezależnych od organizatorów, przedstawienie odbyło się w Operze na Zamku. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo chociaż zobaczyliśmy operę po generalnym remoncie. Ale tak naprawdę to nie o lokalizację chodzi.


"Przyszedł mężczyzna do kobiety" w deszczowy wieczór. Przemoknięty do suchej nitki, przejęty, dzierżąc czerwoną różę w ręku pełen nadziei przychodzi do mieszkania kobiety, która otwiera mu drzwi w szlafroku, potarganą i nieumalowaną. Okazuje się, że mężczyzna przychodzi za wcześnie przez co zdezorientowana, a jednocześnie zirytowana kobieta w niewybredny sposób prosi go o wyjście. Mężczyzna opuszcza mieszkanie kobiety i wraca po 15 minutach. Od tego momentu obserwujemy perypetie kobiety z przeszłością, pewnej siebie i swoich oczekiwań i mężczyzny po przejściach, nie do końca wiedzącego czego chce od życia. Czy tak zaczęta znajomość ma szanse na ciąg dalszy? Czy tak różne osobowości może coś łączyć? Czy chęć znalezienia drugiej połówki spowoduje, że między bohaterami zaiskrzy? Czy kobieta z przeszłością i mężczyzna po przejściach ma jeszcze szansę na miłość? Odpowiedź na te pytania na pewno odnajdziecie w tej sztuce. 

Etykiety:

piątek, 1 stycznia 2016

Nowy Rok - Nowe Wyzwania




Witamy w nowym 2016. 

Rok przywitał nas niezbyt pozytywną pogodą za oknem. Mgła spowiła wszystko. Mimo niej staramy się patrzeć na nadchodzący rok z dużym entuzjazmem, którym chcielibyśmy zarazić i Was. Dlatego przesyłamy Wam wszystkim kochani najserdeczniejsze życzenia noworoczne. Duuużo zdrowia, bo wiemy jakie ono jest ważne, uśmiechu na co dzień i wytrwałości w dążeniu do postawionych sobie celów.

Czytaj więcej

Etykiety: