Reakcja poszczepienna
Wczorajszy wieczór zapowiadał się normalnie. Około 19 razem z Kubulkiem powędrowaliśmy do łazienki. Zaczęłam napuszczać wodę do wanny i w międzyczasie rozbierałam małego do kąpieli. Podczas zdejmowania bluzeczki przeraziłam się. Całe przedramię Kubusia było zaczerwienione i ciepłe. Od razu spanikowałam. Przecież do tej pory, ani razu nie mieliśmy problemów po szczepieniach, a było już ich trochę. Co teraz zrobić z biedną rączką mojego maleństwa. Przez moją głowę przeleciała myśl, że kiedyś pielęgniarka wspominała, że w takim przypadku należy użyć Altacet Junior, ale czy na pewno? Wolałam nie ryzykować, więc zadzwoniłam do naszej przychodni, która działa całą dobę, żeby się upewnić. Okazało się, że pamięć mnie nie zawodzi. Dobrze wiedziałam co mam zrobić, ale co się nadenerwowałam to moje.
Jestem bardzo dumna z mojego synulka, że nawet nie dał po sobie nic znać przez cały dzień, przez co dopiero wieczorem zauważyłam jego biedną czerwoną rączkę.
W lipcu czeka nas kolejna dawka szczepienia 6w1 i już wiem, że na wszelki wypadek nie tylko przygotuję się na możliwość podwyższonej temperatury, ale również na poszczepienne reakcje skórne.
Etykiety: Codzienność, Dziecko

































