Magiczny Świat Balonów



Uwaga, uwaga, ważny komunikat!!! Już za dwa dni jeden z ważniejszych dni w roku każdego malucha, rodzice którym umknęła ta data pomyślcie o zorganizowaniu fajnych atrakcji z okazji dnia dziecka. 

My świętowanie zaczęliśmy od dziś. Zabraliśmy naszego brzdąca do jednej ze szczecińskich galerii handlowych na balonowe show podczas którego iluzjonista tworzył gigantyczne stwory z balonów, a później sam zniknął w olbrzymim balonie. Śmiechu było co nie miara, Kubulkowi bardzo podobał się pokaz, cieszył się, klaskał w rączki, aż miło było patrzeć jak niewiele trzeba, żeby sprawić radochę naszej pociesze. 


To nie koniec atrakcji, każde dziecko otrzymało balonową zabawkę wykonaną zgodnie z życzeniem. Co prawda nasz maluszek jeszcze nie umie mówić, ale rodzice wiedzą co Kubulek lubi najbardziej. Tatuś stanął dzielnie z brzdącem na rękach w kolejce, odstał godzinę, żeby w końcu poprosić o cudeńko z Mickey Mouse. 


Mały jak tylko zobaczył co zostało stworzone specjalnie z myślą o nim od razu dorwał się do balonowej kompozycji i non stop by się nią bawił. 

Wszystkich zainteresowanych taką atrakcją zachęcam do odwiedzenia Galerii Kaskada, gdzie również w dniu jutrzejszym będzie można obejrzeć show i otrzymać balonik. 

Aspirator do nosa dla niemowląt


Drożny nosek niemowlaka to niezwykle istotna kwestia, ponieważ do pierwszego roku życia dzieciaczki oddychają tylko nim. Właśnie z tego powodu w każdym domu maluszka powinny znaleźć się przyrządy służące do czyszczenia noska. Do wyboru mamy tradycyjne "gruszki", bądź ostatnio niezwykle popularne aspiratory. Ja miałam okazję korzystać z obydwu produktów i zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu aspiratory, mimo wcześniejszych awersji.


Obecnie dzięki Canpol Babies mamy okazje wypróbować już drugi rodzaj aspiratora, który według mnie jest strzałem w 10.
Wykonany jest bardzo starannie w dużej mierze z miękkie silikonowego tworzywa w połączeniu z plastikową tubą. Minimalistyczny design sprawia, że wygląda bardzo elegancko, a jednocześnie higienicznie. Jest łatwy w utrzymaniu czystości.


Mój maluch, pewnie jak większość dzieciaczków, nie przepada za czyszczeniem noska. Dlatego, zanim zabierzemy się do właściwych czynności staramy się oswoić z aspiratorem. Nawet jak wpadnie  on w niepowołane malutkie rączki, to nie musimy się obawiać, że brzdąc zrobi sobie krzywdę.


Dzięki wcześniejszej zabawie Kubuś z uśmiechem pozwala na czyszczenie noska.

Kiedy dochodzi co do czego jednak mina nieco mu rzednie. Aspirator jest bardzo delikatny, a przy tym skuteczny. Miękka końcówka aspiratora nie podrażnia delikatnej skóry noska. Ustnik wykonany z tego samego tworzywa zakończony blokadką przypominającą kwiatek łatwo trzyma się w ustach. Czyszczenie noska przy użyciu aspiratora nie sprawia problemu.

Niewątpliwie atutem jest zgrabny niebieski pojemnik w którym mieści się zarówno aspirator, jak i dodatkowe końcówki które znajdują się w zestawie.

Z czystym sumieniem mogę polecić aspirator do nosa firmy Canpol Babies, bez wątpienia każda młoda mama będzie zadowolona z jego posiadania.

Picture by ABi & Me

Wpis dzięki współpracy z firmą Canpol Babies


Informacje o innych produktach firmy Canpol Babies znajdziesz klikając na poniższe tematy:



NCDC Business Race



Mimo niezbyt sprzyjającej aury dzień spędziliśmy na łonie natury. Dziś odbywał się bieg NCDC Business Race, w którym uczestniczył Arturo. 


Razem z Kubusiem byliśmy dzielnymi kibicami, małemu sprawiało to niemałą radochę.


Choć o mały włos nie przegapiliśmy startu tatusia, bo akurat mały rozrabiaka oczekiwał zainteresowania nim. Pewnie pojawi się pytanie jakim cudem można przegapić to jak ktoś uczestniczy w biegu. Bieg był sztafetą w której uczestniczyło czterech zawodników, każdy z nich miał do przebiegnięcia 4 kilometry, niby wydaje się to łatwą sprawą, biegnie czterech, Arturo jest trzeci, a do 3 to każdy głupi policzy. Jednak, gdy w biegu biorą udział, aż cztery drużyny reprezentujące firmę mojego mężulka, wtedy pojawia się problem. Przyznam szczerze, nie wnikałam kto biegnie w której drużynie i przez to całe zamieszanie. Na szczęście dzięki żonie kolegi Artura zdążyłam okrzykami wesprzeć mojego dzielnego biegacza. Później chwyciłam za wózek i z aparatem w dłoni pomknęłam na dalszy odcinek biegu, żeby zrobić pamiątkowe zdjęcie. Udało się, wyszło niczego sobie.


Po ukończeniu biegu zawodnicy otrzymywali pamiątkowe odznaczenie. Każdy z drużyny miał inny kształt. Po złożeniu wszystkich czterech elementów powstawało logo imprezy. Muszę przyznać, że był to bardzo fajny pomysł. Niestety nie udało mi się go uwiecznić na zdjęciu.


Jak to często w przypadku takich imprez bywa, każdy uczestnik otrzymał małe upominki od sponsorów. Mnie najbardziej ucieszyło zaproszenie od Jatomi Fitness, już zarezerwowałam je jako nagrodę dla najlepszego kibica ;) 


Po biegu zorganizowano mały piknik, podczas którego cateringiem zajęła się firma Aveppi. W skład menu wchodziło owsianka, sałatka grecka, sałatka owocowa i kokltajl owocowy, wszystko palce lizać, zniknęło tak szybko, że nawet nie zdążyłam zrobić zdjęć.


Super się bawiliśmy. Dzisiejszy dzień jest przykładem na to, że nie tylko w promieniach słońca można spędzić miło czas.

Paznokciowe szaleństwa



Od zawsze lubiłam długie paznokcie. Za czasów liceum szalałam najbardziej. Wtedy też były one najdłuższe w mojej karierze. Większość osób posądzała mnie, że nosiłam tak popularne w tamtym okresie tipsy, od których stroniłam. Natura obdarzyła mnie ładnymi, szybko rosnącymi i niezbyt łamliwymi paznokciami. Codzienne zmienianie koloru lakieru nie wpłynęły negatywne na ich wygląd. 

Za czasów studenckich faza na codzienne robienie paznokci jakoś mi przeszła. Oczywiście nie przestałam o nie dbać tak jak wcześniej, jednak zmiana koloru była dużo rzadziej.

W pierwszej pracy ze względu na kontakt z klientem mój ubiór musiał być elegancki, ale za to w przypadku makijażu i koloru paznokci nie mieliśmy obostrzeń, dzięki temu w jednym tygodniu miałam czerwone, w następnym niebieskie, w kolejnym fioletowe, paleta kolorów była bogata.

Wraz ze zmianą pracy na korporację niestety wpadłam w szpony standardów. Makijaż delikatny, włosy spięte, na palcach maksimum 2 pierścionki, a paznokcie w kolorze nie rzucającym się w oczy i też nie za długie. Przez to moje paznokcie były malowane dwoma lakierami jasny róż lub perłowy. Wkradła się rutyna. 

Ciąża i większość czasu w jej trakcie spędzone w domu sprawiły, że powróciłam na chwilę do dawnych przyjemności, moje paznokcie stały się dłuższe i zyskiwały coraz to nowe kolory. Bawiłam się tym z radością. Gdy zbliżał się termin porodu spoglądałam na ładnie zapuszczone paznokcie, ale bez wahania je obcięłam bo wiedziałam, że robię to dla dobra mojego małego skarba. 

Mijały dni, ja coraz sprawniej zajmowałam się Kubusiem, zaczęłam zapuszczać paznokcie na coraz dłuższe i to wcale nie przeszkadzało mi w codziennych czynnościach przy brzdącu. Zauważyłam, też że mój mały szkrabek lubi się bawić moimi paznokciami. Wtedy przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Czemu nie potraktować swoich paznokci jak swego rodzaju pacynek i pomalować na nich wzorków. Niestety ja nie mam talentu do rysowania, więc sama sobie nie byłam w stanie zrobić obrazków na paznokciach. 

Znalazłam w internecie salon stylizacji paznokci w którym oprócz standardowego malowania paznokci specjalizują się również w zdobieniu własnoręcznymi rysunkami. Wykonałam telefon, zapisałam się na wizytę i zaczęły się moje eksperymenty. Póki co byłam na trzech wizytach, ale już jestem zapisana na trzy kolejne na przód. Każdego dnia pojawiają się nowe wizje, co znajdzie się na moich paznokciach następnym razem. A gdy zbliża się czas kolejnej wizyty wyczekuję ją z podekscytowaniem. 

W końcu tak właściwie, kto powiedział że mama niemowlaka musi mieć krótkie paznokcie. To chyba jakiś stereotyp, w który ja sama wpadłam zaraz po urodzeniu Kuby. Pół mojego życia radziłam sobie z wszelkimi czynnościami z dłuższymi paznokciami, to dlaczego miałam nagle zrobić krzywdę mojemu ukochanemu dzidziulkowi. Drogie przyszłe mamy, konieczność posiadania krótkich paznokci przy noworodku to jest mit. Jedyne co to nie polecałabym przyklejania cyrkonii czy innych błyskotek, które łatwo potrafią się odkleić i jak przypadkiem trafią do buzi naszego maleństwa to wtedy może stać się krzywda. Oprócz tego wszystkie chwyty dozwolone. 




Picture by ABi

Szczotka do włosów dla niemowlaka


Mimo, że Kubuś nie urodził się z bujną czuprynką to już od pierwszych dni po pojawieniu się jego na świecie codziennie zarówno podczas porannych, jak i wieczornych czynności higienicznych zawsze przeczesujemy jego główkę. To, że malec nie jest obdarzony burzą włosów nie oznacza, że mamy zapominać o tak naturalnej dla nas dorosłych czynności. Dlatego na wyprawkowej liście zakupów na pewno powinien znaleźć się zestaw do pielęgnacji włosków. 



My podczas kompletowania Kubusiowego must have zdecydowaliśmy się na zakup zestawu pielęgnacyjnego firmy Canpol Babies. W jego skład wchodzą przybory do pielęgnacji paznokci (cążki, nożyczki i cztery papierowe pilniczki), szczoteczka do ząbków i zestaw do pielęgnacji włosków (szczoteczka i grzebyk), wszystko zapakowane w zgrabnym przezroczystym niebieskim pudełeczku, dzięki któremu z łatwością możemy zabierać te niezwykle istotne przybory higieniczne w każdą podróż. O tym zestawie jednak napiszę innym razem.



Dziś chciałam w paru słowach napisać o zestawie do pielęgnacji włosków z nowej kolekcji Newborn Baby również firmy Canpol Babies w kolorze niebieskim, który obecnie od tygodnia mamy okazję użytkować.



Jak go tylko zobaczyłam od razu przypadł mi do gustu. Szczególnie spodobały mi się śliczne gwiazdki znajdujące się na szczoteczce, które wg mnie idealnie pasują do zestawu dla chłopca. Takie minimalistyczne ozdoby o wiele bardziej przypadają mi do gustu w porównaniu z misiami, żabkami czy innymi tego typu zdobieniami.



Szczoteczka jest nieco większa od wcześniej używanej, dzięki czemu jeszcze łatwiej rozczesuje się włoski. 



Węższa rączka równie dobrze dopasowuje się do dłoni. 



Staranne wykonanie oraz obłe kształty zestawu sprawiają, że jest on bezpieczny dla dzieci i bez przerażenia w oczach możemy patrzeć jak nasz mały łobuziak chwyci za szczotkę traktując ją jako świetną zabawkę.



Naturalne kozie włosie z którego jest wykonana szczoteczka sprawia, że jest ona bardzo miękka i nie podrażnia wrażliwej skóry główki maleństwa. Nie ma również problemu z elektryzowaniem się włosków. 



Idealnie nadaje się do masaży główki, które pobudzają jej ukrwienie, a co za tym idzie i porost włosków. 



Szczotka do włosów Newborn Baby jak sama nazwa wskazuje przeznaczona jest do użytku już od pierwszych dni życia naszego bobasa. Po tygodniowym użytkowaniu śmiało mogę polecić ją mamom noworodków, które na pewno będą zadowolone z jej szaty graficznej, wygodnego użytkowania, jak i delikatności.



Kolekcja stworzona jest w trzech kolorach, niebieskim z gwiazdkami, białym z serduszkami i różowym z kwiatuszkami. Ta różnorodna gama kolorystyczna sprawia, że każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. 

Picture by Me

Wpis dzięki współpracy z firmą Canpol Babies


Informacje o innych produktach firmy Canpol Babies znajdziesz klikając na poniższe tematy:
  1. Aspirator do nosa dla niemowląt 
  2. Ręcznik kąpielowy dla niemowlaka

Dowód osobisty dla Kubusia - składanie wniosku



Udało się. Wniosek o dowód osobisty dla Kubulka złożony. 

Dla tych którzy tak jak ja dawno nie odwiedzali szczecińskiego Urzędu Miasta ważna informacja, biuro obsługi interesantów zostało tymczasowo przeniesione do starego budynku Filharmonii. Nawet nie wiecie jak się cieszę, że to tylko sytuacja przejściowa, bo obecnie moim zdaniem zorganizowano to miejsce beznadziejnie. BOI zostało zlokalizowane na pierwszym piętrze. Nie byłoby w tym problemu gdyby w budynku znajdowała się winda, ale niestety nie ma tego udogodnienia. Aby dotrzeć na piętro czekało na pokonanie sporej ilości schodów. W całej sytuacji niezastąpiona okazała się babcia która akurat była z nami i wzięła małego na ręce, a ja złożyłam nasz wózek (na szczęście wzięłam parasolkę) i niczym dzielna matka polka wtachałam go na górę. Jak ja nie lubię takich sytuacji. Nam szybko udało się pokonać problem dostania się na piętro, ale zastanawia mnie jak z tą sytuacją zmierzy się np. osoba niepełnosprawna na wózku. 

Źródło: www.szczecin.pl

Z powyższego komunikatu wynika, że za 5 miesięcy będzie już dużo łatwiej, w świeżo wyremontowanym Biurze Obsługi Interesantów. Oby remont się nie przedłużył. 

Gdy po lekkich przebojach dotarliśmy na salę okazało się, że czeka nas dłuższe oczekiwanie. Przed nami aż 20 osób. Początkowo mocno się tym nie przejęłam. Stwierdziłam, że w międzyczasie na spokojnie wypełnię wniosek o wydanie dowodu osobistego. Jednak z biegiem czasu pobyt w urzędzie stawał się coraz bardziej uciążliwy. Spora liczba interesantów zebranych w niezbyt dużych pomieszczeniach sprawiła, że zrobiło się duszno. Na szczęście Kubuś znosił dzielnie całą sytuację. 

Po odstaniu swojego w kolejce w końcu na tablicy informacyjnej pojawił się nasz numer. Z uśmiechem podeszłam do okienka z myślą z tyłu głowy "no to już z górki". Niestety, jak się okazało złożenie wniosku to też nie takie hop siup. Pani bardzo sprawnie zrobiła to co do niej należało i nadeszła pora na cudowną komputeryzację. Wszystkich interesantów w całej Polsce obsługuje jeden system i teraz możecie sobie wyobrazić jak to wygląda, system mieli i mieli, żeby po dłuższym oczekiwaniu w końcu podać niezbędne informacje.

Teraz musimy uzbroić się w cierpliwość, ponieważ odbiór dokumentu mamy zaplanowany na połowę czerwca.  

Wycieczka zajęła nam około godziny.

Korzystają z bliskiej lokalizacji Parku Kasprowicza zaliczyliśmy krótki spacer i wróciliśmy do domku na obiadek. 

Wizyta u fotografa



Jak wczoraj pisałam, tak też uczyniłam. Dzisiaj od rana wielkie przygotowania do misji pstryk. Główka umyta, włoski ślicznie uczesane, choć niesforna czuprynka na czubku głowy uładzić się niestety nie dała, oczka przemyte, twarzyczka wymyta z resztek kaszki, którą mały jak zwykle podczas śniadania zajadał całą buźką. Jak przystało na modnisia stylizacja odpowiednia do sytuacji, czyli oczywiście bluzeczka z kołnierzykiem, założona zawadiacko, nie zapięta na ostatni guziczek, lekko rozchełstana, bo w końcu Kubuś to żaden lizus z grzyweczką na boczek i zapięty po samą szyjkę, tylko nasz mały chochlik. Zwarci i gotowi pomknęliśmy do zakładu fotograficznego. Oczywiście wybraliśmy najlepszy, taki z tradycjami, oby na pewno zdjęcie ładne zrobili. Krótkie przygotowanie, mały niczym król zasiadł na specjalnie przygotowanym krzesełku, ja przycupnęłam tuż obok, bo przecie moje dziecię jeszcze samo nie sieci, trzeba było je przytrzymać. No i zaczęły się schody, mój mały ostatnio zrobił się strasznie gadatliwy, zamiast ładnie pozować do zdjęć musiał sobie pomarudzić. Pewnie dawał wskazówki jak ma wyglądać zdjęcie. W końcu jak skończył swój monolog stwierdził, że najładniej wyjdzie na zdjęciu z otwartym dziobkiem, i nic nie dawało przymykanie ślicznego buziaczka, jak tylko zabierałam rękę, a piać taka sama mina. Stwierdziłyśmy z Panią fotograf, że widocznie takie zdjęcie sobie wymarzył i zaprzestałyśmy walki o idealne zdjęcie. Po krótkich przygodach było wyczekiwane pstryk. Suma sumarum Kubulek pokazał swój charakterek małego łobuza. Zdjęcie gotowe będzie na jutro. Zaraz po odbiorze naszą czerwoną błyskawicą pomkniemy do Urzędu Miasta złożyć wniosek o dowód osobisty dla naszego szkraba.

Niemowlę w podróży za granicę


Źródło: msz.gov.pl

Kolejny weekend za nami. Zleciał nie wiadomo kiedy. Tym razem częściowo spędziliśmy go poza granicami kraju. Bliska lokalizacja względem Niemiec sprawia, że czasem wybieramy się do "sąsiadów" na zakupy. Głównie kupujemy chemię i kosmetyki, które często są dużo lepsze, a niejednokrotnie i tańsze, niż w naszych sklepach. Tym razem obkupiliśmy również naszego szkraba w słoiczki z pysznościami oraz w kaszki. Co prawda cenowo wypadały porównywalnie, ale starałam się wyszukać takie posiłki, których nie spotkałam na półkach w polskich marketach. Zakupy należały do tych szybkich, ponieważ nie było z nami Kubulka, a to wszystko przez to, że do tej pory nie załatwiłam dokumentu tożsamości dla mojego brzdąca. Zabieram się za to jak przysłowiowa sójka za morze. 

Żeby dziecko mogło wyruszyć za granicę naszego kraju potrzebuje dowodu osobistego albo paszportu. W obydwu przypadkach do wyrobienia dokumentu potrzebujemy aktualnego zdjęcia. Wraz ze zmianą szaty graficznej dowodów osobistych, które weszły do użytku od 01 marca 2015 fotografia zarówno do dowodu osobistego jak i do paszportu jest taka sama i  wykonuje się ją wg następujących wytycznych:
  • powinna być  kolorowa o wymiarach 3,50 cm × 4,50 cm,
  • musi być wykonana na jednolitym jasnym tle, mająca dobrą ostrość,
  • musi obejmować wizerunek od wierzchołka głowy do górnej części barków, tak aby twarz obejmowała 70-80%   fotografii, pokazująca wyraźnie oczy, zwłaszcza źrenice, i przedstawiająca osobę w pozycji frontalnej,
  • bez nakrycia głowy i okularów z ciemnymi szkłami, patrzącą na wprost z otwartymi oczami nie przesłoniętymi włosami,
  • naturalny wyraz twarzy i zamknięte usta.
Jak już mamy zdjęcie naszej latorośli czas na decyzję na który dokument się zdecydujemy. Najistotniejszą kwestią jest to, jak daleko w Świat chcemy powędrować. Gdy planujemy krótkie podróże w strefie Schengen wystarczy wyrobić dowód osobisty, przy okazji nie ponosząc z tego tytułu żadnych wydatków, ze względu na to, że wyrobienie tego dokumentu jest bezpłatne. Jeżeli nogi poniosą nas nieco dalej, musimy zdecydować się na paszport, którego wyrobienie wiąże się z kosztem 30,00 złotych. Obydwa dokumenty tracą swoją ważność po pięciu latach.

Sprawy związane z dowodem osobistym zrealizujemy w Urzędzie Miejskim. Wystarczy pojawienie się tylko jednego rodzica. Aby ubiegać się o pierwszy dowód osobisty potrzebujemy:
  • wniosek o wydanie dowodu osobistego,
  • jedną aktualną kolorową fotografie o wymiarach 3,50 cm × 4,50 cm, pozycja frontalna.
Rodzice, którzy zdecydują się na paszport dla swojego dziecka muszą najpierw uiścić opłatę na konto podane na stronie urzędu wojewódzkiego do którego należą, a następnie potwierdzenie wykonanego przelewu dołączyć do pozostałych dokumentów. W celu dopełnienia formalności należy pomaszerować do Urzędu Wojewódzkiego. W przypadku paszportów należy postępować podobnie jak w przypadku dowodu osobistego, tzn. wymagane dokumenty to:
  • wniosek paszportowy,
  • jedna aktualna kolorowa fotografia o wymiarach 3,50 cm × 4,50 cm, pozycja frontalna,
  • odpis skrócony polskiego aktu urodzenia.
Co ważne w urzędzie muszą stawić się obydwoje rodzice, chyba że posiadają dokument poświadczony notarialnie upoważniający jednego z rodziców do samodzielnego zajęcia się tą sprawą.

Do obydwu urzędów możemy iść bez naszych pociech. Ich obecność nie jest wymagana w przypadku złożenia dokumentów. Tak samo zresztą jak w przypadku odbioru dokumentu tożsamości, którego może dokonać tylko jeden rodzic, nawet w przypadku paszportu.

Po dopełnieniu wszelkich formalności musimy uzbroić się w cierpliwość, gdyż w obydwu przypadkach czeka nas miesiąc oczekiwania na wyrobienie dokumentu.

Voile, ot tyle zachodu, a ile radości daje możliwość zagranicznych wojaży całą rodzinką.

My póki co zdecydowaliśmy się na wyrobienie dowodu osobistego dla Kubusia. Mój kochany mężuś trochę się wycwanił, gdy usłyszał że w przypadku załatwiania spraw formalnych związanych z wyrobieniem dowodu wystarczy obecność tylko jednego rodzica, a że ja siedzę w domu to przecież mogę bez problemu wziąć małego pod pachę i się tym na spokojnie zająć. Na jutro planuję wycieczkę do fotografa, a pojutrze po odbiorze zdjęć wizytę w Urzędzie Miejskim.

A Wy jakiego wyboru dokonacie?


Materiały źródłowe:
  1. informacje odnośnie dowodu osobistego - http://www.eurzad.szczecin.pl/chapter_51049.asp
  2. informacje odnośnie paszportu - http://www.szczecin.uw.gov.pl/?type=article&action=view&id=115



Okularki przeciwsłoneczne dla niemowląt



Wiosna na dobre się rozkręca. Słońce coraz częściej wysyła do nas promienne uśmiechy. Po decyzji dotyczącej kremu ochronnego, czas na kolejny niemniej istotny wybór. Dbając o swój największy skarb, warto poświęcić trochę uwagi jego oczkom. My zważywszy na problemy ze wzrokiem Kubusia jesteśmy przewrażliwieni na tym punkcie. Choć z drugiej strony pewnie nawet jakby nasz mały szkrab miał zdrowe oczka, tak czy siak byłaby dla nas ważna ochrona jego oczu przed zdradliwymi promieniami słonecznymi. A jak dbać, oczywiście kupując okulary przeciwsłoneczne. Wybierając te idealne dla naszego modnisia postanowiłam skupić się na takich, w których producenci zadbali o ochronę UV. Może nie są one tak urokliwe, jak te które często można znaleźć na straganach chociażby w kurortach turystycznych, ale w tym przypadku ochrona jest priorytetem. 

W internecie udało nam się znaleźć kilka firm z ofertą przygotowaną z myślą o niemowlakach. Ich propozycje znajdziecie poniżej. My już zdecydowaliśmy się na jeden z poniższych modeli. Dotarł do nas 2 dni temu. Na pewno wkrótce napiszemy o naszych spostrzeżeniach. 

Blogosfera Canpol Babies - zostałam testerką 8 edycji



Wczoraj tuż po dwunastej w moim telefonie komórkowym wybrzmiał charakterystyczny dźwięk. Oho, dostałam maila. Czym prędzej zajrzałam na pocztę, żeby sprawdzić cóż to za wiadomość dostałam. Jak tylko przeczytałam temat maila "Program Blogosfera - zostałaś testerką" od razu pojawił się uśmiech na mojej twarzy. Super, udało nam się zakwalifikować do ósmej edycji testów. Zaledwie miesiąc temu dołączyliśmy do grona Blogosfery Canpol Babies, po raz pierwszy zgłosiliśmy swoją chęć udziału w testowaniu, a tu proszę taka miła niespodzianka. Na wstępie maila pogratulowano mi tego, że znalazłam się w gronie blogerek, które będą testować produkty z serii "Newborn baby" firmy Canpol Babies i poinformowano mnie, że mam oczekiwać na przesyłkę. W dalszej części mail znajdowały się niezbędne informacje dotyczące współpracy. Byłam bardzo ciekawa kiedy dotrze do mnie paczuszka, jednak nie spodziewałam się tak szybkiego przebiegu sprawy. Dobę po otrzymaniu wiadomości dzwoni domofon, podnoszę słuchawkę, a z niej dobiega sympatyczny głos kuriera. Hmm, czy to możliwe, że już dotarła Canpolowa przesyłka? Tak!!! Mały zgrabny pakunek w idealnym stanie trafił w moje ręce. Rozpromieniona rozpakowałam go, żeby sprawdzić zawartość, nie zapominając oczywiście o relacji fotograficznej. W środku znajdował się śliczny niebiesko-biały zestaw dla Kubusia. Teraz czeka nas miesiąc testów, w ciągu którego na moim blogu znajdziecie recenzje 3 produktów składających się na cały zestaw.


Operacja zaćmy wrodzonej odwołana


Godzina 08:00 zwarci i gotowi stawiliśmy się w szpitalu, żeby przyjęli nas na oddział okulistyki dziecięcej. Początkowo czekała nas papierologia składają się z 3 etapów, po której trafiliśmy na salę. Spokojnie rozpakowaliśmy swoje torby. W między czasie Kubuś zdążył zgłodnieć, więc zabrałam się za przygotowanie przepysznej malinowej kaszki. W trakcie przyrządzania posiłku dla mojego małego żarłoczka przyszła lekarka zabrać nas na badania. Stwierdziła, że spokojnie mamy zjeść i przyjść po nią później do gabinetu lekarskiego, tak też uczyniliśmy. W końcu trafiliśmy do gabinetu zabiegowego. Okulistka przeprowadziła szereg badań podczas których zauważyła, że mały wodzi wzrokiem i reaguje na światło. Żeby sprawdzić dokładniej jak mój synek widzi postanowiła zasłonić mu zdrowe oczko. Mimo centralnej zaćmy nasz brzdąc widzi. Normalnie bawi się, łapie podawane mu przedmioty nie mijając ich rękoma, wodzi wzrokiem za zabawkami, którymi się porusza przed jego oczkami. Lekarka postanowiła skonsultować to z innymi lekarkami z oddziału. Wszystkie stwierdziły to samo. Przed podjęciem ostatecznej decyzji postanowiły skonsultować to z profesorem, kierownikiem kliniki okulistyki. Po usłyszeniu opisu sytuacji i przeprowadzeniu badania zgodził się z diagnozą postanowią przez wszystkie lekarki oddziału okulistyki dziecięcej i podjęli decyzję o odsunięciu w czasie operacji. Mały ma być pod stałą kontrolą i w razie pogarszania się sytuacji wykonają zabieg. Od dzisiaj mamy zasłaniać zdrowe oczko na 3 godziny dziennie w ramach rehabilitacji. Kubusiowi udało się uciec przed skalpelem. Zobaczymy na jak długo. Może uda się dotrwać do czasu kiedy będzie można wszczepić już soczewkę wewnętrzną i ominą nas codzienne zmagania z zewnętrzną twardą soczewką kontaktową. Po cichu zaczęliśmy na to liczyć, a jak będzie czas pokaże. 

Zaćma wrodzona


Wielkimi krokami zbliża się ważny, a wręcz przełomowy dzień w życiu naszej rodzinki. Nie pisaliśmy o tym wcześniej, bo musieliśmy to przetrawić, oswoić się z myślą jak będzie wyglądała nasza przyszłość zarówno ta bliższa, jak i dalsza. Wszystko zaczęło się jakieś 3 miesiące temu. Kubuś wyszedł ze szpitala po operacji na zwężenie odźwiernika. Szczęśliwi, że nasze zmagania z tym problemem dobiegły końca, z optymizmem patrzyliśmy w przyszłość. Po niespełna trzech tygodniach wybrałam się z małym na profilaktyczną wizytę do okulisty. Nie zauważyliśmy u naszego szkraba nic niepokojącego, w związku z czym szłam do przychodni spokojna o pozytywną diagnozę. Jak się okazało w trakcie wizyty moje oczekiwania były chyba wygórowane. Gdy usłyszałam diagnozę w pierwszej chwili przyjęłam ją ze stoickim spokojem, tym bardziej że lekarka, która ją postawiła postanowiła nie wdawać się w tłumaczenia tylko wysłała mnie na szczegółowe badania do wyspecjalizowanej poradni w której mieli mi wszystko wyjaśnić. Wróciłam do domu, zasiadłam przed komputerem i zaczęłam poszukiwania informacji. Jak się okazało w internecie wcale nie tak łatwo znaleźć praktyczne informacje związane z wadą wzroku naszego brzdąca, jednak to co udało mi się znaleźć wystarczyło, żebym się załamała. To jakieś fatum. Okazuje się, że poprzednie problemy to błahostka w porównaniu z tym co teraz nas czeka. Okulistka zdiagnozowała u Kubusia zaćmę wrodzoną. To właśnie ona będzie nam teraz towarzyszyć każdego dnia. Znikoma ilość informacji praktycznych, które udało nam się znaleźć na temat tego schorzenia zmotywowały nas do stworzenia nowego działu na blogu. Zamierzamy w nim opisywać całą zdobywaną wiedzę na poszczególnych etapach zmagań z zaćmą. Rodzinki o podobnych problemach zachęcamy do śledzenia zakładki "Zaćmienie" i dzielenia się z nami swoimi spostrzeżeniami i doświadczeniami związanych z zaćmą wrodzoną u swoich pociech.