W
wakacje byliśmy na wizycie u naszej Pani neurolog. Kubuś jest pod jej stałą
kontrolą od czasu kiedy jako niemowlaczek po operacji nie rozwijał się w takim
tempie jak rówieśnicy. Miesięczna rehabilitacja wyrównała większość jego
braków, jednak pozostała wiotkość, do której już musimy się przyzwyczaić. Mimo
to co jakiś czas odwiedzamy Panią neurolog, żeby oceniła postępy rozwojowe
Kubusia. Na ostatniej wizycie, Pani doktor stwierdziła, że warto zrobić Kubie
badania pod kątem chorób metabolicznych i skierowała nas w związku z tym na
pobyt w szpitalu. Trochę się zdziwiłam, ale stwierdziłam, że nie będę podważała
decyzji lekarki cieszącej się najlepszą opinią w naszym mieście. W lipcu
zadzwoniłam do szpitala podpytać o szczegóły i dowiedziałam się, że Kubuś będzie
mógł przejść badania dopiero pod koniec listopada. Polska rzeczywistość, ten
długi okres oczekiwania na wizyty jest wręcz osłabiający.
Przyszedł
listopad, ja jestem w połowie ciąży i lekarka odradziła mi pobyt w szpitalu z
dzieckiem w tym stanie. Do tej pory za każdym razem gdy Kubuś musiał iść do
szpitala, to ja mu towarzyszyłam. Jak przystało na prawdziwą matkę polkę. Tym
razem musiało być inaczej. Po raz pierwszy Kubuś poszedł do szpitala z tatą. Ja
zakochana w synku matka wariatka, jeszcze na dodatek z szalejącą burzą
ciążowych hormonów, mocno to przeżywałam. Czy oni sobie poradzą?
Okazało
się, że nie taki diabeł straszny, jak sobie go wyobrażałam. Kubek był mega
dzielny, bez większych ekstesów znosił wszystkie badania. Grzecznie pozwolił
założyć sobie wenflon, o który bałam się najbardziej. Wydaje mi się, że duży
wpływ na to miało nastawienie z którym wysłałam młodego do szpitala.
Opowiedziałam mu mniej więcej co będzie się tam działo. Dzięki temu, Kubek
potraktował ten pobyt niczym przygodę. Taki męski wypad z tatą.
Kubuś
okazał się duszą towarzystwa. Wszyscy chętnie spędzali z nim czas na zabawach.
Okazało się, że jeden z najmłodszych pacjentów na oddziale rządził praktycznie
wszystkimi pozostałymi dziećmi. Nie spodziewałam się, że moje dziecko ma takie
zdolności przywódcze. Tak mu się tam spodobało, że wręcz chciał nocować w
szpitalu, o co się też martwiłam. Oczami wyobraźni widziałam Kubę płaczącego,
że chce do domu. A tu taka niespodzianka.
25
listopada obchodzone jest święto pluszowego misia. W szpitalu świętowali ten
dzień 26 listopada i właśnie tego dnia Kubek trafił na oddział. Z tej okazji na
oddziale pojawił się klaun, później dzieci odwiedziła Myszka Minie,
Ciasteczkowy Potwór i Miś, oprócz tego w świetlicy prowadzone były ciekawe zajęcia.
Kubek był wniebowzięty. Tyle atrakcji. Każdy mały pacjent dostawał upominek w
postaci wybranej przez siebie maskotki. Nasz mały negocjator wydębił cztery
pluszaki, dwa dla siebie i dwa dla siostrzyczki. Jaki dobry brat, już myśli o
swojej jeszcze nienarodzonej młodszej siostrze. Jestem z niego mega dumna. Choć
uważam, że przesadził z ilością zabawek, dwie w zupełności by wystarczyły.
Pobyt
Kubka w szpitalu mogę uznać za udany. Młody trafił na dobry czas, dzięki czemu
atmosfera w szpitalu sprzyjała. Cieszę się, bo czeka nas jeszcze co najmniej
jeden pobyt w szpitalu tyle, że na inny oddziale. Wyniki badań są w porządku,
czekamy jeszcze na część która jest wysłana do Warszawy, za 3 miesiące powinny
być jakieś wieści odnośnie ich.
A
Ty masz jakieś doświadczenia z pobytu w szpitalu Twojej pociechy?

Najważniejsze, że pobyt minął w dobrej atmosferze i ze maly byl dzielny ;) pozdrawiam i zapraszam ;)
OdpowiedzUsuńFajnie że atmosfera była ok
OdpowiedzUsuń