Hobbit: Niezwykła podróż

23:09



źródło: www.filmweb.pl

Zbierałam się , zbierałam, i w końcu naszła mnie wena. Dwa tygodnie temu wybraliśmy się z moim A. do kina. Tym razem padło na kolejną adaptację książki Tolkiena „Hobbit, czyli tam i z powrotem”. Jak tylko dowiedziałam się, że książka ta zostanie zekranizowana od razu wiedziałam, że wybiorę się żeby zobaczyć ją na dużym ekranie. Czytałam książkę jako małolata i pamiętam, że naprawdę podobała mi się ta historia. Przeczytałam ją jednym tchem, a w moim przypadku to był wtedy nie lada wyczyn. Nie zamierzam jednak robić porównań książkowej wersji do tej z dużego ekranu, bo od mojego nocnego seansu z książką  minęło już sporo czasu (bosh jaka ja już jestem staram ;P),  ale nie omieszkam w paru słowach przedstawić moich wrażeń z pierwszej części trylogii o przygodach Hobbita

Tak, tak, to nie pomyłka, ta cieniutka książka została podzielona na 3 części. Jak tylko się o tym dowiedziałam, pomyślałam, że to lekka przesada. Nie lubię jak rozciąga się historię, którą można byłoby przedstawić w jednym filmie, za to konkretnym. Jednak po obejrzeniu pierwszej części zatytuowanej "Hobbit: Niezwykła podróż" muszę przyznać, że poczułam niedosyt. Film skończył się w taki sposób, że razem z moim A. spojrzeliśmy na siebie, z pytającymi minami „i co? to już koniec?”. Mimo 3 godzinach spędzonych w kinie, poczuliśmy że chcemy jeszcze. Taką naszą reakcję, można potraktować jako rekomendację tej ekranizacji. Film trzyma w napięciu niemal od początku do ostatnich minut. 

źródło: www.youtube.pl

Podobne posty

0 komentarze

Cieszymy się z Twoich odwiedzin w naszym małym wirtualnym świecie.
Mamy nadzieję, że spodobało Ci się to co w nim znalazłeś.
Zachęcamy do dyskusji w komentarzach pod postem.
Każda wypowiedź jest dla nas bardzo cenna.
Życzymy Ci udanego dnia pełnego uśmiechu :)

Polub nas na facebook'u

Nasz snapchat

Nasz snapchat

Banery